Ostatnie pozegnanie

Rok temu bylam zalamana poniewaz Niall kupil dom i wyprowadzil sie. To bylo dokladnie rok temu…  Wczoraj bylam zalamana bo widzialam jak sypia na niego ziemie, sypia ziemie na mojego przyjaciela, ktorego kochalam. W czwartek zaparkowal samochod w gorach, po dwoch dniach zostal znaleziony… powiesil sie. Wiadomosc dotarla do mnie we wtorek rano, w srode byl pogrzeb.

Niall dlaczego nas zostawiles w taki sposob? Zostawiles zlamane serca, zostawiles mnie, przeciez rozmawialismy, widywalismy sie…wiem ze czules sie samotny ale progi mojego domu zawsze byly dla ciebie otwarte. Wiec dlaczego? Czy dales sobie rok czasu na zobaczenie czy cos sie zmieni? Bo niestety zaczynam tak myslec, ze zaplanowales to juz dawno temu, zostawiles list pozegnalny, pieniadze na pogrzeb, wybrales trumne, miejsce pochowku i restauracje w ktorej po tym jak Cie pochowano wszyscy zastanawialismy DLACZEGO?!

Dlaczego to zrobiles?

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Cisza i spokoj

Doceniam cisze i spokoj w mojej glowie i wokol mnie. Siedze w kuchni pije kawe i wlasnie zjadlam wspaniale nalesniki z dzemem truskawkowym, a co tam niedziela w koncu i mozna sobie pofolgowac. Nie mam planow, biore ten dzien taki jakim jest, bez pospiechu, bez stresu – tu i teraz. Ten dzien poswiecam tylko i wylacznie dla siebie. Ciesze sie bo za tydzien o tej porze bede juz w Krakowie, po roku lece znowu do domu. Potrzebuje wolnego, potrzebuje troche wolnosci z daleka od pracy od szefa, od klientow. Swietnie jest wrocic do starych miejsc po takiej przerwie, napic sie kawy z siostra i przyjaciolmi na krakowskim rynku, wyluzowac i popatrzec na ludzi.

Rok temu bylam w rozsypce i walczylam o sama siebie, chyba juz nigdy nie zapomne tego dnia, kiedy pobita musialam jechac do pracy i szukac mieszkania, zeby uciekac… Jakies dwa tygodnie temu jakims cudem moj ex sie do mnie dodzwonil, nie wiem jak to sie stalo bo byl zablokowany. Odebralam telefon nie zauwazajac ze to byl jego numer ( wyrzucilam go z ksiazki tel), uslyszalam ten sam smetny glos, te same pytania. To zdziwienie, ze mam przyjaciol i sobie swietnie radze, powiem szczerze ze zaskoczylo mnie to ze zadzwonil ale nie bylam przerazona, po prostu chwile z nim porozmawialam. Powiedzialam mu wprost ze ten telefon nie powinien sie wydarzyc bo jego nr byl zablokowany i zeby wiecej do mnie nie dzwonil, pozyczylam wszystkiego najlepszego, pozegnalam sie i urwalam rozmowe. Potem znowu go zablokowalam i spokojnie wrocilam do rozmowy na Skype z przyjaciolka. Dokladnie 24go grudnia pare godzin przed Wigilia, ktora spedzalam z przyjaciolmi zobaczylam go w centrum handlowym. Przeszedl kolo mnie ale mnie nie zauwazyl, bo w milisekundzie odwrocilam sie, od razu wylowilam go w tlumie, mialam przeczucie ze go spotkam, zreszta kiedys to sie musialo wydarzyc. Bylam wtedy na ostatnich zakupach swiatecznych z moja wspollokatorka. Uwierzcie mi prawie ukleklam lub padlam na ziemie, poczulam sie jak w potrzasku. Poszlysmy na sama gore centrum na kawe, ona kazala mi usiasc i sie uspokoic a ja siedzialam i obserwowalam dookola czy go gdzies nie ma. Poczulam sie jak w pulapce, jak zwierze, ktore wie ze gdzies czai sie jego kat. Bylam z nim w tym tamym pomieszczeniu, nie wazne ze w ogrmnym centrum handlowym ….ale on tam gdzies byl. Dzisiaj wiem, ze to byly resztki zachowania ofiary. Dzisiaj by mnie to nie wzruszylo, tak jak ten telefon. Czuje, ze wiecej sie juz nie zobaczymy.

Za oknem irlandzka masakra, deszcz, wichura, kot spi na stolku obok i ma wszystko gdzies. Spokojnego, bezawanturowego, bezstresowego i bezdramowego dnia zycze :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Minal juz rok ….

Witam, wiem ze dlugo nie pisalam ale czerpiac z zycia pelnym garsciami czasami nie ma sie czasu na male refleksje :) Postaram sie to zmienic.

W niedziele mija rok od kiedy zerwalam z czlowiekiem chorym, ktoremu przebaczylam i ktoremu wspolczuje. Pogodzilam sie sama ze soba i tak na prawde juz nie mysle o tym co bylo, jednak jak wiadomo rocznice same przywoluja na mysl rzeczy, ktore spycha sie w glebiny podswiadomosci. Ciesze sie, ze mam to juz za soba, ciesze sie ze DALAM SOBIE SZANSE ZEBY ODNALEZC SAMA SIEBIE. Teraz juz wiem kim jestem, jestem szczesliwa, codziennie rano budze sie z usmiechem na twarzy i chce zyc. I to co najwazniejsze, to czego szukalam przez cale zycie, co przewijalo sie pod przeroznymi postaciami, moimi przekonaniami, moja filozofia. Buddyzm – w koncu sam do mnie przyszedl i to w momencie, kiedy poczulam ze czegos w zyciu mi brakuje. Jak mi to powiedziala moja przyjaciolka ” tam gdzie konczy sie psychologia zaczyna sie Buddyzm” :) Praktykuje juz od paru ladnych miesiecy i w marcu, dokladnie w rocznice dnia w ktorym sie wyprowadzilam od exa przyjmuje Schronienie u Lamy, ktory przylatuje do Dublina :) Nie moglam sobie sprawic wiekszego prezentu od tego ktory sobie podarowalam – wolnosci od chorego czlowieka, wziecia zycia w swoje rece.

Teraz moge powiedziec, ze jestem singielka z wyboru- nie z odzysku. Spotkalam paru facetow, z jednym prawie sie zwiazalam….jednak nie, nie jestem gotowa na zwiazki. Rozmawiam z nim codziennie, widujemy sie ..ale jako przyjaciele, nic wiecej. Kocham swoja wolnosc, niezaleznosc i na dzien dzisiejszy nie mam ochoty poswiecac swojego cennego czasu zadnemu facetowi. Przez pare tygodni spedzalismy ze soba mnostwo czasu, jednak kosztem mojego tzw ”me time”, ktory teraz widze jest mi bardzo potrzebny. Jednak zauwazylam w swoim postepowaniu ogromna roznice i moge powiedziec, ze prawie trzy lata terapii i umiejetnosc stawiania solidnych, mocnych granic to niesamowita sprawa. Gdybym wczesniej potrafila to robic nie wplatalabym sie w zadne goowno a moj ex odszedlby z kwitkiem po mniej wiecej dwoch tygodniach. Jestem wyczulona na psycholi a przyznam szczerze ze paru spotkalam jednak oni na mnie nie leca :) bo stawiam takie zasieki ze tylko normalny facet jest w stanie je zrozumiec i uszanowac a psychofag odejdzie, bo wie ze ze mna sie nie zabawi.

Widze teraz jak desperacja oraz niskie poczucie wartosci niszcza emocjonalnie moje kolezanki, ktore oplataja jak bluszcz nowo poznanych facetow odstraszajac ich na kilometry swoimi wymaganiami, nachalnym zwracaniem na siebie uwagi, kontrolowaniem. Obserwujac je widze dokladnie, ze nie tedy droga, ze same siebie krzywdza, ze blagaja o uwage o odrobine milosci w taki sposob, ze na prawde mam ochote wyslac je na terapie albo krzyknac ” zdesperowana babo opamietaj sie!!!”

Teraz wiem tylko jedno, ze normalny facet oleje taka nachalna, zdesperowana laske albo ja wykorzysta i zabawi sie w fejsbookowe widmo. Jest jednak drugi typ faceta, ktory wlasnie taka laske wykorzysta jako doskonale podloze dla swoich manipulacji i rozwijania chorych instynktow.

Moja wspollokatorka jest przykladowa kkzb, kobieta z misja, ktora spedza na portalach randkowych kazdy wieczor flirtujac i usidlajac facetow. Wybiera ich tak jakby robila sobie zakupy online :) Odkad sie wprowadzila jakies trzy miechy temu byla na kilkunastu randkach i za kazdym razem kiedy facet nie przypadl jej do gustu zrywala z nim kontakt……hmmmm. Fajna atrakcyjna laska, ktora lata na fitness, sama uczy pilates, jest pewna siebie, wygadana, zawsze usmiechnieta, nawet spoko ubrana kobitka po 30tce, no powiedzmy blizej 40tki. Zawsze mowiaca ”keep the options open” hmm…. pozory na maxa. Jest tak zdesperowana, ze pierwszy wieczor po przeprowadzce zaczela zarywac do pewnego goracego hiszpanskiego facecika ktorego zaprosilam na chate na impreze i z ktorym mialam ochote blizej sie zaprzyjaznic :) Cale szczescie okazalo sie, ze koles jest totalnym Casanova a mnie ominelo wiele nieprzyjemnosci haha…ale o tym moze kiedy indziej :) Cala historia skonczyla sie na tym, ze goracy spanish flamenco lover po przeflirtowaniu wieczoru z moja nowa wspollokatorka i po jej zniknieciu do wc zaproponowal mi sex haha. Poniewaz bylam wcieta i dobrze sie bawilam postanowilam uzyc jezyka migowego i pokazalam mu srodkowy palec usmiechajac sie przy tym od ucha do ucha :) Tak wiec wracajac do wspollokatorki…po wielu staraniach i nocach zarwanych na ”plenty of fish” w koncu poznala tego wymarzonego…acha zapomnialam napisac: Irlandczyka z kasa, ktory musi byc oczywiscie niezlym ciachem ( nie byl, widzialam go, Hiszpan byl o niebo lepszy :). I tu sie wydalo kim tak na prawde jest ta pewna siebie, fitness laska ktora ma zawsze opcje otwarte. Porownujac stara mnie z nia kiepskie bylo ze mnie kkzb. Takiego cyrku w zyciu nie widzialam, laska warujaca pod telefonem, wyklocajaca sie z nowo poznanym facetem o to, ze musial pracowac w sobote. Laska, ktora powiedziala mu, ze zdradza ja ze swoja praca. Nachalnie jezdzaca do niego, zeby u niego spedzic wieczor. W koncu facet powiedzial jej, ze przez dwa weekendy go nie bedzie, bo musi pracowac a potem na trzeci weekend powiedzial ze jest chory…no i czar prysl, marzenia poszly sie…..

Kobiety, nie robcie tego blagam was, jezeli facet was lubi to sam bedzie sie odzywal jak mi to kiedys ktos powiedzial ” na cyckach stanie” zeby byc z wami. Ja tez przerobilam takiego desperata, ktory po pewnym czasie zaczal byc po prostu wkurzajacy i zaczelam go zbywac.. Tu chodzi o to, zeby szanowac i siebie i druga osobe, kazdy ma prawo do swojego czasu, do powiedzenia sorry przyjde troche pozniej bo cos tam. Nie trzeba go od razu podejrzewac o zdrady i oszustwa. Wiem, latwo mi pisac takie rzeczy…. teraz. Czlowiek uczy sie cale zycie i umiera glupi jak to babcia mawiala.

Pozdrawiam wszystkich cieplutko i obiecuje pisac wiecej :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Krakanie

Tak wiec sobie wykrakalam….grype.W piatek zastanawialam sie co by tu wymyslic zeby wymigac sie od sobotniej imprezy- czyli niedzielnego, skacowanego wyjazdu do Dublina na spotkanie z kolezanka i od poniedzialkowego wypadu znowu do Dublina na Parade Brama Stokera. Cholernie nie chcialo mi sie nigdzie ruszyc doopska, chcialam sobie posiedziec w domu, pogotowac, poogladac moje ulubione filmy dokumentalne i ogolnie sie wychillaxowac. Wymyslilam sobie, ze jakby cos to jestem chora i nie moge ( wiem pipa jestem- jednak zdrowy egoizm wzial gore). W sobote nie poszlam na impreze, spedzilam cudowny wieczor sama ze soba ogladajac horror na ktory czekalam juz od wiekow ”deliver us from evil” i wygrzmocilam przy tym trzy korony, potrzebowalam tego jak cholera, taki ” me time”. W niedziele okazalo sie, ze moja kumpela zle sie czuje, zadzwonila za to Bella zeby wyciagnac mnie popoludniu na spacer. Wygramolilam sie wiec z lozka, zapalilam w pokoju moje ulubione kadzidla, wzielam szybki prysznic i zapodalam mantry, zeby sie pozytywnie nakrecic. Poszlam na bardzo mily spacer z moja nowa kolezanka, ktora poznalam niedawno w pubie w Bray na koncercie. Bella jest Polka po niezlych przejsciach, takze szybko sie dogadalysmy, zeby jeszcze bylo lepiej okazalo sie ze tez jest vege. Jezeli jestes vege to od razu jestes nominowany do grona moich przyaciol, bo laczy nas pewne porozumienie i wspolne poglady. Nie bede sie tutaj rozwodzic na temat mojego veganizmu bo to temat rzeka i moze kiedys o tym blizej opowiem. Po spacerku wrocilam do domu i zalalam sie potem,prawie padlam trupem, zaczelo mnie trzepac, zrobilo mi sie slabo…poczulam sie grypowo. Tak wiec w Poniedzialek lezac pod ciepla kolderka i z chrapiacym kotem, moglam z czystym sumieniem powiedziec kumplowi ”sorry stary nie pojde z toba focic bo mam grype :)”. Caly dzien ogladalam co wyprawia Tony Soprano, potem zeszlam na dol i ugotowalam sobie odlotowe zarcie. Potem obejrzalam dokument ”The Speciesism”, ktory goraco polecam dla tycjh, ktorzy kieruja sie w zyciu empatia i miloscia. Dzisiaj w pracy myslalam, ze umre, na przemian dreszcze i uderzenia goraca, normalnie masakra!!! Teraz jest juz okay i mam nadzieje, ze jutro bedzie lepiej.

W niedziele przylatuje do mnie Pati, stara przyjaciola, ktora pogubila sie troche w zyciu i postanowilam wyciagnac do niej pomocna dlon. Mam nadzieje, ze bedzie nam sie razem dobrze mieszkac i ze zdola szybko znalezc prace. A za tydzien w Poniedzialek- tydzien wolnego :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Co toksyczny zwiazek z socjopata moze zrobic z normalna osoba- stare wpisy sprzed roku.

Po wielkich bolach udalo mi sie odnalezc mojego starego bloga, do ktorego niestety nie pamietam hasla i nie moge go tez jakims cudem zmienic, moze dlatego, ze wywalilam starego maila. Chce przytoczyc pare fragmentow sprzed roku, po to, zeby przypomniec sobie kim juz nie jestem i jak bardzo poszlam do przodu. Zeby zapamietac moja walke i wiecej nie wchodzic na wojenne sciezki. Moja terapeutka stwierdzila dzisiaj, ze nie moze wyjsc z podziwu jaka przeszlam metamorfoze, ze jestem zupelnie kims innym. Tak to prawda, pomimo malych dolow i niedawnej bezsensownej deprechy w ktora w sumie sama wpedzilam sie uzalajac sie nad soba widze, ze poszlam do przodu. Tak wiec zaczynam..acha beda tylko fragmenty dotyczace mnie, bo o tym bucu z ktorym nie mam juz doczynienia nie bede wspominac.

05.11.2013

Czyzby moja podswiadomosc dawala mi sygnaly. Czyzby podswiadomie ostrzegala przed ostatecznym upadkiem. Mam depresje, lecze sie. Ponad rok psychoterapii, walki samej ze soba. Od ponad dwoch miesiecy tabletki szczescia  przepychajace zakurzona serotonine do przegrzanego mozgu. Moje zycie to lek, ciagle watpliwosci, smutek. Juz nie pamietam kiedy bylam szczesliwa, spontaniczna. Walcze i nie walcze, nie potrafie nazwac tego stanu. Po prostu zawislam gdzies pomiedzy. Czuje sie czasami jak manekin, bez uczuc i bez wyrazu twarzy. Czasami chce umrzec, czasami modle sie o smierc, czasami wyje sama do siebie i nie moge przestac. Nie moge pozbyc sie tego ciezaru, ktory mnie dusi, nie potrafie? A moze przestalam juz walczyc? A moze po kolejnym ciosie, nie mam juz sily i nadziei?

07.11.2013

Ostatnie dwa tygodnie to byla kompletna porazka, masakra. Dochodze ostatnio do wniosku, ze moja psychoterapia wyrzadza mi wiecej szkod niz dobrego albo, ze ona jest kiepska terapeutka. Fakt faktem, w wielu rzeczach mi pomogla, miedzy innymi z moja paranoiczna zazdroscia, troche z kontrolowaniem. Fakt faktem, ze przez ostatnie miesiace olewalam terapie. Doszlo do tego, ze po przylocie z Polski, po tym jak po raz pierwszy od chyba osmiu lat spotkalam sie z matka i z ojcem w jednym miejscu przezylam zalamanie nerwowe. Takie porzadne, wszystko we mnie siadlo, kleklo, posypalo sie. To bylo ponad dwa miesiace temu. A tak dobrze sobie radzilam i kurwa musialo sie skonczyc na lekach, bo chyba by mnie juz tutaj nie bylo. Nie wiem, czy te antydepresanty sa tak zajebiscie skuteczne. Nadal mam kompletne zwaly, kieruje mna lek, jakas paranoja. nie potrafie sie kontrolowac. Moze tylko mam wiecej przestrzeni w glowie, jakos latwiej jest mi to skladac do kupy i wyciagac wnioski. Jednak kontrolowac sie nie umie. Wiem co mi jest, wiem skad sie ten caly syf bierze ale jak przychodzi co do czego to ni chuja!!! Jestem wsciekla sama na siebie. Dlaczego rzadza mna emocje, przeciez to ja powinnam rzadzic nimi. Dlaczego nie potrafie sie zamknac. Kiedys mi to wychodzilo, potrafilam sie opanowac a teraz? Totalna chujnia. Dwa tygodnie temu spedzilam cztery dni z moim facetem, mialam takie hustawki nastrojow ze ja pierdole! Raz dobrze, za pare godzin awantura, rekoczyny, wszystko lata dokola. Nastepny dzien rano okay a wieczorem masakra. Tydzien temu mielismy razem dwa dni wolnego, kurwa to samo! Co jest do piczy woli? Mnie sama zaczyna to juz meczyc, chce to zmienic. Chce przestac zyc w tym cholernym leku, bujac sie na tej emocjonalnej hustawce. Poczulam, ze moj facet sie ode mnie odsunal. Nie wiem dlaczego on ze mna nadal jest, czy mnie kocha, czy po prostu sie ode mnie uzaleznil. Obydwoje jestesmy z dysfunkcyjnych rodzin, pieprzone DDD! Boze ja juz sama nie moge zniesc tego swojego pierdolenia a co dopiero on. Ale nie potrafie nad tym zapanowac. Nie potrafie dorosnac. Wiem, ze moje zachowanie to obrona przed odrzuceniem, przed porzuceniem, przed strachem, ze to proba kontroli. Wiem, ze to system stworzony przez dziecko, ktore zawsze zylo w strachu i czekalo na kolejny cios, ktore nigdy nie potrafilo przewidziec co sie stanie. Dziecko, ktore modlilo sie o smierc. Ale do kurwy nedzy czas z tym skonczyc, zaczac cieszyc sie zyciem, czas na zmiany. Wczoraj, kiedy przeszlo mi cale to zaslepienie lekiem doszlam do wniosku, ze jak tak dalej pojdzie to kilka lat mojego zycia po prostu pojdzie w pizdu. Zle sie czuje z tym, ze tak prowokuje tak zasyfiam wszystko, ze tak sie panicznie boje i przez to tak wszystko niszcze. Dzisiaj mnie olsnilo oby tylko nie chwilowo.

08.11.2013

Niedawno w natloku czarnych, samobojczych klimatow przeszla mi przez glowe mysl: nie mam w zyciu szczescia, ze moje zycie to jakis beznadziejny zart, ze ktos sobie jaja ze mnie zrobil wysylajac mnie tutaj. Jednak szybko przyszlo mi do glowy, ze jak to- ja nie mam szczescia w zyciu? Moze moje zycie to okrutny zart ale szczescia mialam dosyc sporo. W zasadzie wszystko o co w zyciu prosilam zostalo mi dane. Zaczynajac od podrozy, studiowania, pracy, moj facet (najbardziej tu niedoceniany). Duzo wysilku wlozylam w osiagniecie zamierzonych celow, sporo bylo w tym sprzyjajacych sytuacji i szczesliwych zbiegow okolicznosci.  Od teraz chcialbym skupic sie na tych pozytywnych rzeczach, bo mam juz szczerze dosyc tej deprechy, zmeczyla mnie juz, nie ma sensu. Dzisiaj obiecuje samej sobie, ze codziennie na tym blogu wypisze kilka rzeczy za ktore jestem wdzieczna, nawet te najbardziej prozaiczne.

- jestem wdzieczna za to, ze jako jedynej osobie w tej firmie udalo mi sie dogadac z moim szefem i ze nie boje sie go juz tak jak kiedys, ze skonczyly sie bezsenne noce przed pojsciem do pracy,

- jestem wdzieczna za ta cisze ktora moge sie nacieszyc po przyjsciu z pracy kiedy moj facet jeszcze nie wrocil oraz za to ze w moim domu pali sie swiatlo kiedy on na mnie czeka,

- jestem wdzieczna za to, ze on kocha mnie bezwarunkowo i za to, ze moge za nim tesknic, bo dzisiaj pojechal do domu i wroci pojutrze,

- jestem wdzieczna za sile, ktora drzemie we mnie (gleboko zakopana  i ktora ostatnio potrafi zapytac sie ” czego sie boisz, nie boj sie, nic zlego sie nie stanie”)

10.11.2013

Czuje sie samotna, wiekszosc czasu spedzam sama .Mieszkam za granica z daleka od przyjaciol, rodziny, moj facet jest localsem wiec jest jeszcze gorzej. Ja nie moge tak jak on wyskoczyc sobie z siostra na bro albo skoczyc na weekend do matki. Moge tylko do nich zadzwonic, napisac maila lub spotkac sie raz do roku. To powoduje, ze czuje sie jeszcze bardziej sama.  Czuje, ze zaczynam dziwaczec, nie chce mi sie nigdzie wychodzic, poznawac nowych ludzi, moja praca zzera moja energie do tego stopnia, ze jak wracam do domu to mam w glowie kompletny metlik i nie wiem co sie dzieje. Ja po prostu czuje, ze niezle sie podkopalam. Przez mojego ex stracilam wszystkich znajomych, moge za to podziekowac jemu i takiej jednej psychopatycznej zdzirze, ktora powinna byc trzymana z daleka od ludzi. Do Polski nie wroce, bo nie mam zamiaru zdechnac z glodu na ulicy. Czuje sie czasami jak w potrzasku, ze nie mam wyboru. Tesknie za moimi przyjaciolmi, za domem, za znajomymi miejscami. Juz prawie dziesiec lat mieszkam za granica i z kazdym rokiem coraz bardziej usycham i tesknie. Czasami zamykam sie w sobie, nie mam ochoty z nikim rozmawiac, z nikim sie widziec i ciesze sie wtedy ze moge posiedziec sama ale sa takie momenty, ze chce wyjsc do ludzi. Pytanie tylko do kogo?  I tu witamy w dupie. Kazdy ma swoje zycie, swoje problemy, nikt nie ma czasu. ech…walic to. Najwyrazniej na tym polega moje zycie, sama, sama, sama. Lubie swoje towarzystwo ale czasami chce pobyc z innymi ludzmi i tyle. Nie wiem jak to zmienic a mowia ze swiat jest przeludniony.

13.11.2013

Dwa i pol miecha na antydepresantach i dopiero teraz czuje, ze zaczynaja dzialac, niezle co? Moja pt sie ucieszy, mialy byc trzy miesiace ale chyba bedzie wiecej. Na pewno bedzie wiecej jak jej opowiem w sobote o moich samobojczuch zajawach. Ostatnio tego sie pojawia. Czuje sie jakby zejscie bylo milym i slodkim wyzwoleniem od doczesnego syfu. chcialabym, zeby bylo idealnie, dlatego ostatnio kazdy foch mojego mena doprowazda mnie do takich mysli. Zmeczona jestem klotniami i w sumie dobrze sie czuje odpoczywajac w samotnosci. Czasmi to dobrze robi.Za oknem sztorm, na zewnatrz wszystko dookola huczy i swiszczy. Lubie usypiac sluchajac wiatru i deszczu. Taka moja kolysanka…

14.11.2013

Mam wizyte w sobote i troche mam objekcje co do powiedzenia jej o mich myslach samobojczych. Ogolnie nie lubie jej o tym mowic, czuje ze za bardzo sie otwieram  i ze pozwalam jej wejsc za gleboko do mojej glowy. Jednak teraz chyba musze sie wysilic i otworzyc, bo sprawa obija sie o moje antydepresanty, ktoe juz raczej powinny pozbawic mnie takich mysli. a ona chce przerwac terapie nimi po trzech miesiacach, mnie samej wydaje sie, ze one dopiero zaczynaja dzialac i jak je odstawie to bedzie fatalnie. Czuje sie o niebo lepiej ale swoje odpaly nadal mam, tylko teraz zaczynam je maskowac przed wszystkimi. Nie wydaje mi sie, zeby obmyslanie planu jakby tu ustawic sie do psychiatry i poprosic o srodki nasenne a potem je przedawkowac bylo normalne, no raczej. Nastroje wisielcze mialam odkad pamietam, raz nawet sprobowalam ale bylo za duzo krwi, bylam za bardzo pijana no i moja kumpela mnie znalazla. Znalezc odwage po raz drugi jest ciezko, poza tym to kurwa boli jak jasna cholera. Mysle, ze tabletki bylyby okay. Okay pomarzyc zawsze mozna. Wiem, ze moje mysli przerazaja mnie sama i chce zeby poszly sobie w cholere. Musze zwalczyc tego autodestrukcyjnego potwora, ktory kusi mnie obietnica swietgo spokoju. Amen.

20.11.2013

Dni leca jak dzikie. Dzisiaj dowiedzialam sie, ze moj szef pojechal na wakacje, takze w pracy byl kompletny chaos :) Przynajmniej nie bylo  nudno. Wczoraj meczyly mnie mysli samobojcze, pojawiaja sie nagle nie wiadomo skad i tkwia w mojej glowie przez kilka godzin, potrafia mnie tak zgiac i nakrecic, ze nie moge wrocic na wlasciwe tory. Zaczyna mnie to troche przerazac, bo one pojawiaj sie same z siebie, ponad dwa i pol miesiaca na lexapro i dalej nie jest w porzadku. Ogolnie czuje sie lepiej ale te cholerne mysli. Zaczynam sie wtedy czuc jak w pulapce, skupiam sie na najgorszym i wymyslam sobie scenariusze jak z tym skonczyc. Zaczyna mnie to martwic. Zdaje sobie sprawe, ze moj zwiazek tego nie ulatwia. Zauwazyla rowniez, ze czasami lubie myslec o smierci, ze byloby dobrze skonczyc z tym zyciem, bo tak na prawde to nie widze w nim sensu. Nic tylko praca, dom, facet i drobne przyjemnosci, taki dzien swistaka, takie krazenie w kolko. Kiedys bylo inaczej, czulam sie lepiej mialam przyjaciol. Teraz jestem sama, odizolowalam sie co nieco i jest mi z tym dobrze, po prostu chce miec swiety spokoj.

     To bylo tylko kilka wpisow, potem calkowicie sie zalamalam, w dzien zakladalam maske i wychodzilam tylko do pracy. Wieczory spedzalam po ciemku wyjac w kiblu, przestalam chodzic na ceramike, przestalam rozmawiac z facetem, przestalam komunikowac sie z kimkolwiek z mojej rodziny, przyjaciol nie mialam. Ale dzisiaj jestem tutaj w innym miejscu i powiem szczerze, ze wlos mi sie na glowie zjezyl kiedy przeczytalam te stare wpisy. Tak na powaznie leki zaczely dzialac w polowie grudnia, nie cieszyla mnie juz choinka ani swiateczny fest z Nim, wiedzialam juz ze zbieram w sobie sily zeby wyzdrowiec i odejsc. Dzisiaj jestem inna osoba, nie budze sie wkoorwiona, nie zasypiam przerazona, mam mnostwo zyczliwych mi osob dookola, poznalam mnostwo fajnych lasek z ktorymi chodze na piwka i na kaffki. A wtedy bylam sama jak palec, nie mialam ochoty na nic. Mam plany, mam marzenia :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Koniec z dolowaniem sie

Po moim ostatnim dole doszlam do wniosku, ze nie ma sensu, totalnie nie ma sensu wkoorwiac sie o rzeczy typu praca, brak partnera ect. Teraz wiem, ze moj dol zostal spowodowany bezsilnoscia, brakiem wplywu na to co sie dzieje i jak zostalam potraktowana. Moj szef nadal sie nie wytlumaczyl i zamiata pod dywan a ja nie odpuszcze, znam swoje prawa i nie pozwole ruchac sie w tylek w taki bezczelny sposob. Mialam ostatnio ochote wypieprzyc na Islandie i nigdy wiecej tu nie wracac (dluga historia) ale po glebszym zastanowieniu doszlam do wniosku, ze na Islandii nie mialabym szansy na prace zgodna z moimi kwalifikacjami a obiecalam kiedys sobie, ze juz nigdy nie wroce do prac typu sprzatanie pokoi, sprzatanie kibli, czy tez serwowanie pod ryj kawy i zarcia jakims znudzonym pipom. Niestety tak zaczynalam moja kariere za granica, na cale szczescie trwala ona niecaly rok. Poza tym nie moglabym zostawic tutaj moich przyjaciol, zwlaszcza tych z ktorymi jezdze po Irlandii focic, brakowalo by mi ich jak cholera. Brakowalo by mi mojego ulubionego pubu z ktorymi wychodze z przyjaciolmi na koncerty. Teraz widze, ze kiedy czlowiek jest zdesperowany zapomina o tym co ma i skupia sie na jakis dziwnych ucieczkach, dolach i dolinach.

Dzisiaj odezwala sie do mnie moja stara przyjaciola z prosba o numer do mojej terapeutki. Dziewczyna, ktora wpadla kilka lat temu w totalna depresje z powodu bezndziejnej pracy, ktora doprowadzila ja do zalamania nerwowego. Trzy lata na antydepresantach i depresja, ktora wrocila. Nie wiem co sie dzieje, w jakich czasach zyjemy, otacza nas kompletna paranoja i chaos. Dlatego nie ogladam tv, nie czytam gazet ani portali informacyjnych, nie chce by mnie jeszcze bardziej dolowano i manipulowano. Odcielam sie od tego goowna juz lata temu i nie moge wyjsc z podziwu, ze wiekszosc ludzi jest w stanie spedzac codziennie kilka godzin na przyswajaniu syfu.

W sobote impreza w pubie, koncet reggae i zarezerwowany stolik  na dosyc sporo osob :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Digging in the dirt…

Ostatni tydzien totalna masakra, imprezy, balety, spotkania veganskie i ….wielki powrot. Chyba wrocila…..? Wrocila depresja? Po cichutku, podstepnie, malymi kroczkami? Depresja jesienna, depresja kliniczna? Nie wiem, wiem tylko tyle ze znowu jest.  Znowu czuje sie otepiala, zmeczona, zawiedziona, zdesperowana, zasmucona. To straszne, nie wiem co robic, zaczelo sie dwa tygodnie temu, ten przerazliwy smutek, ktorego nie potrafie opanowac, nie potrafie sie z niego wydzwignac, taki ktory po prostu jest jak powodz, ktora powoli zalewa ci dom. Dawno sie tak nie czulam i to nawet nie chodzi o to, ze nie mam na nic sily, ja mam sile robic rzeczy, wstawac do pracy, wychodzic  z domu i widywac sie z ludzmi ale robie to automatycznie jak zombie. Jestem w srodku sparalizowana, nie mam motywacji zeby wziac sie za zycie nie wiem co robic. Nie wiem czy to po prostu smutek, czy to ONA. Kto JA przezyl ten wie o co chodzi. Boje sie, ze tym razem mi odwali i to powaznie. Znowu zaczelo sie planowanie, wymyslanie…koorwa to nie sa nawet moje mysli, bo ja taka nie jestem to jest ten drugi glos,niezalezny ode mnie ktory mowi ,,nie rob tego w domu, wynajmij pokoj w hotelu”, ktory planuje, wymysla jak to zrobic, ktory powoduje ze czuje ze nie ma innego wyjscia jak tylko to jedno. Co ja mam robic, jezeli powiem o tym mojej terapeutce wysle mnie do psychiatry i napruje lekami. Nie chce do tego wracac. Tak bardzo nie chcialam sie tak znowu czuc. Koorwa jeszcze do tego wszystkiego John mowil mi o swoim przyjacielu, ktory mial depresje i po pol roku po zejsciu z antydepresantow popelnil niedawno samobojstwo. Ja nie chce tak skonczyc ale zycie zaczyna mnie przerastac. Moj szef okazal sie ostatnim choojem, chodze do pracy bez zadnej motywacji i nie mam tez juz motywacji zeby wziac sie za zycie i cos z tym zrobic. Za duzo ostatnio spada mi na glowe, co krok zawodze sie na kims albo dostaje kopa za kopem. Nie jestem az taka silna, jestem tutaj sama, nie mam tu rodziny. Przerazaja mnie swieta, ktore prawdopodobnie spedze sama jak palec, koorwa mac ! Na prawde odechciewa mi sie wszystkiego, chyba nie jestem az taka silna :(

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Armagedon byl wczoraj……

…..powazny problem mamy dzis.

Dzisiaj mija siedem miesiecy od zerwania ze swirem. Kilka dni temu zostal zbanowany na calej linii. Jezeli wydawalo mi sie do tej pory, ze wszystko jest ze mna okay to grubo sie mylilam. Otoz ostatnio przekonalam sie jak bardzo jestem w srodku potluczona i poturbowana i jak bardzo musze walczyc ze starym schematem. Do tej pory mialam swiety spokoj bo mialam totalnie w doopie plec przeciwna az do momentu, kiedy zaczelo mi na kims zalezec. No wlasnie- zalezec, tak nagle, tak o ..znienacka po paru miesiacach. Powrocil ten cholerny strach i chaos, wrocila niska samoocena i paranoja. Dwa dni zbieralam sie do kupy, jakos mi sie udalo, jakos jeszcze dycham.  Nie chce sie w nikim zadurzac, nie chce sie w nikim bujac, nienawidze tego uczucia, jest do doopy. Nie jestem gotowa i chyba nigdy nie bede a przynajmniej nie na to w co sie teraz wrypalam i zrobie wszystko zeby sie z tego wyrypac. Chce odzyskac moj wewnetrzny spokoj i czuc sie dobrze sama ze soba w swoim tylko towarzystwie, nie potrzebuje do tego nikogo! Mialam dac sobie duuzo czasu a nie wpieprzac sie w jakies bzdety, ktore raczej nie sa warte mojej uwagi z tego co widze.

W zyciu zawodowym przelomowe zmiany, podnoszenie kwalifikacji. Przynajmniej w tym cos zaczelo smigac do przodu i to w kierunku w ktorym nigdy w zyciu bym sie nie spodziewala. Droga do kariery stoi teraz otworem, chyba ktos na gorze widzi, ze ostatnio mam braki motywacyjne i sam podsunal mi pod nos oferte nie do odrzucenia :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Przyszla kryska na Matyska

Wstajac wczoraj rano sprawdzilam maila na telefonie i co zobaczylam – w koszu byla jakas wiadomosc, jezeli w koszu to wiadomo od kogo. ”Czy chcesz sie spotkac i pogadac” od pana ex. Myslalam, ze juz wiecej nie napisze, ze da mi swiety spokoj a tu po ponad miesiacu znowu jakis koorewski mail od tego psychola. Jedno zdanie potrafilo doprowadzic mnie do niezlego wkoorwu! Zmiana maila to masakra, zwlaszcza jak ma sie komputer i telefon z Windowsem 8, pol dnia w pracy i jeszcze pol wolnego wieczoru zmarnowalam na konfigurowanie nowego systemu i resetowanie telefonu, potem konfigurowanie komputera, totalna masakra! Potem zmiana maili na stronach internetowych, zmiana maili do odzyskiwania hasel i tona innych szmerow bajerow! Na koniec wyslalam maila z informacja o zmianie adresu mailowego do osob z ktorymi mam ochote przebywac w wirualnym swiecie i nie tylko  :) Na sam koniec z niewypowiedziana satysfakcja i radoscia wcisnelam przycisk DELETE GOOGLE ACCOUNT  i pokazalam wielkiego fucka do do monitora laptopa. Po chwili poczulam sie jakos dziwnie…no jak to? Nigdy wiecej maili, nigdy wiecej myslenia ze znowu cos znajde od psychopaty? Poczulam lekki niepokoj i konsternacje ale moj mozg po paru sekndach zaczal dzialac i doszedl do trybu normalnego rozumowania. Tak od teraz masz kobieto swiety spokoj! Siedem miesiecy skoorwiel wysylal mi krociutkie maile, po to tylko zeby sie przypomniec, ze gdzies tam jest, ze zyje, ze czuwa, ze mysli. Robil to ze swoim psychopatycznym, chorym zapalem az w koncu przegial pale :)

Teraz moj drogi ex psychopato mozesz mnie pocalowac w moja biala slowianska doope!

Gmail to totalna kupa, jak moze nie byc opcji blokowania!!!! Jestem oburzona!!!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Back to reality

Jutro wracam do pracy :( Cholera jak to szybko minelo, cale dziesiec dni przelecialo jak z piczy strzelil! Kolano juz w sumie okay, moge prawie normalnie chodzic, problem tkwi w tym ze jeszcze nie do konca sie zgina i jest sztywne. Bylam dzisiaj na terapii, jessu jak ja nie lubie jezdzic do Dublina, odkad mieszkam nad morzem najchetniej nie jezdzilabym tam w ogole. Moja terapeutka ciagle walkuje ze mna czerwone lampki i sprawdza moj nastroj. Dzisiaj troche jestem nieszczesliwa bo najchetniej posiedzialabym jeszcze w domciu :) Jezeli chodzi o facetow to wszedzie widze czerwone lampki, nawet zalecjacy sie do mnie ksiaze, ktory puszcza do mnie zalotne oczka na facebooku swieci nimi jak choinka. I co ja biedna zrobie ? :) Chyba pomecze sie jeszcze sama i to dlugo. Chce znalezc nowa prace i cos mi to ciezko idzie, cv napisane agencje obstawione ale aplikowalam dopiero o jedna prace, cholera bedzie mi ciezko cos znalezc w mojej branzy. A mnie sie marza podroze, nowi ludzie, nowe miejsca, moze wyprowadzka z Irlandii- szalony pomysl ale nie o tym dzisiaj. Terapeutka stwierdzila, ze jezeli nie zbocze z toru to znajde tego wlasciwego…ale jeszcze nie teraz, w sumie sam sie znajdzie, mnie jest dobrze samej. Tak jakby wszystko krecilo sie wokol zwiazkow, ona tak mnie pilnuje ze masakra, robi wszystko…ale to wszystko zebym znowu nie wpieprzyla sie w jakies bagno. Niezle co? Wlasna matka i ojciec beznadziejni na maxa, niczego w zyciu mnie nie nauczyli, nic mi nie przekazali to musi to robic teraz obca kobieta. Moi rodzice sa tak bezradni, ze po prostu mnie szlag trafia. Ojciec uzalezniony od gier komputerowych, ktory od lat nie pracuje i matka, ktora siedzi za granica juz ponad 20 lat i utrzymuje darmozjada. Kiedys sie ich balam, nienawidzilam ich, ucieklam od nich jak najdalej a teraz …jest mi ich zal. Tzw toksyczni starzy, ktorzy sa madrzy jak sa mlodzi i maja sile ci przypieprzyc, skopac cie i zwyzywac a teraz? Teraz mowia ci, ze jestes ich ostatnia nadzieja na starosc. Fuck off!!!  Utrzymuje sie sama od 18 roku zycia, zostalam przez nich wyrzucona z domu- bo juz jestem dorosla i sama dam sobie rade, na studia nie dostalam grosza…a teraz? Ostatnia nadzieja. Rzygac mi sie chce jak sobie o tym pomysle. Nie wazne. Jutro sadny dzien.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj